Sakwy rowerowe czy bikepacking na samodzielną wyprawę?

Tradycyjne sakwy rowerowe opisano już niezliczoną ilość razy w wyczerpujący sposób, zwłaszcza że wynaleziono je kilkadziesiąt lat temu przez znaną wszystkim cyklistom, niemiecką firmę Ortlieb. O bikepackingu jeszcze 8 – 10 lat temu nikt nie słyszał. W Polsce Google zaczęło monitorować frazę zaledwie od 2015 roku i od tej pory fraza ta odnotowuje stały trend wzrostowy powodując ekscytację rowerowych podróżników i wzrost sprzedaży rozlicznych modeli toreb i torebek rowerowych. Czy to moda która przeminie, czy raczej stała tendencja promocji nowych produktów?. To nie jest prosty podział.

Laikom oba sformułowania kojarzą się z możliwością spakowania się na wyprawę rowerową – jaka zatem jest różnica między nimi? Najlepiej porównać oba sposoby z pieszymi metodami zdobywania wysokich gór. Metoda klasyczna zwana również wyprawową, polega na pakowaniu dużej ilości sprzętu, tlenu i prowiantu oraz sprawnej logistyce pozwalającej do minimum ograniczyć ryzyko w zdobyciu szczytu poprzez zakładanie obozów przejściowych.

Druga metoda zwana alpejską jest tzw. „pójściem na żywioł”. Pakuje się wyłącznie najbardziej niezbędne rzeczy, licząc że wszystko pójdzie gładko i zdobędziemy szczyt na jeden wymarsz. O ile w pierwszej metodzie możemy przeklinać ciężar plecaka w podchodzeniu do kolejnego obozu, to jednak zawsze mamy pewność, że niczego nam nie zabraknie. W podejściu alpejskim szczęścia może jednak zabraknąć. Może dlatego styl alpejski jest dużo mniej popularny od stylu wyprawowego – w praktyce funkcjonują jednak oba style nie konfliktując ze sobą.

W rowerowych wojażach jest podobnie, chociaż nie podejmujemy aż tak wielkiego ryzyka. Dlatego, tu dyskurs związany z nazewnictwem dotyczy raczej komfortu podróży i ustalenia indywidualnego kompromisu w tej kwestii. Podsumowując, bikepacking będzie jak najbardziej odpowiedni dla entuzjastów kolarstwa górskiego z minimalistycznym wymaganiem w kwestii biwakowania lub odpowiednio zasobnym portfelem, pozwalającym na noclegi w hotelach.

Tu przeważają emocje związane z czystą i nieskrępowaną radością z jazdy rowerem bez zastanawiania się nad sprawami doczesnymi – to docelowa grupa ludzi dla których rower jest stylem życia, pomijając całą resztę. Klasyczne wyprawy rowerowe związane z pakowaniem się w sakwy z natury rzeczy są i będą domeną tradycyjnych podróżników i raczej nic tego nie zastąpi. Świadomość zrealizowania przygody rowerowej bez przykrych niespodzianek z reguły wygrywa nad poczuciem loteryjności – to z reguły grupa pasjonatów, dla których podróże są stylem życia, a jego środkiem jest oczywiście rower.

Jest zatem bardzo duże prawdopodobieństwo, że oba, omawiane sposoby pakowania zostaną już na stałe w świadomości konsumentów, oczywiście mając zarówno gorących zwolenników jak i przeciwników wybranych metod z przewagą użytkowników sakw rowerowych – nic przecież nie zastąpi przepięknych zdjęć ogorzałych od słońca i wiatru rowerzystów na tle egzotycznych krajobrazów, przemierzających nierzadko tysiące kilometrów. O ile jednak bikepacking ma tę przewagę, że dużo łatwiej jest się nam zorganizować w kilku rowerowych torebkach z drobnymi rzeczami, to może jednak przeważyć uniwersalność sakw i względy finansowe.

Zakup kompletnego backpackingu jest sporym wydatkiem, ale możliwość spakowania nigdy nie wystarczy na zmianę decyzji i wyjazdu na „prawdziwą”, długodystansową wyprawę. Dlatego, tu zawsze wygrają sakwy rowerowe. Mając w domu ich komplet na krótką wycieczkę można zabrać nawet jedną sakwę na rower – chociażby przednią o pojemności 12,5 litra. Dwie rowerowe sakwy przednie to już pojemność 25 litrów i obie można zawiesić na tylny bagażnik. To znacznie więcej niż cały bikepacking. O konfiguracji całego kompletu nie ma co wspominać – zmieścimy 75 litrów na obu bagażnikach. Na tym w zasadzie można by zakończyć tą konfrontację, bo przecież celem artykułu nie jest porównywanie żadnych produktów dostępnych na rynku. Zrobimy jednak mały wyjątek patriotyczny.

Ze sporym zaskoczeniem odkryliśmy naszego polskiego producenta sakw rowerowych, który przebojem wdziera się do kręgu uznanych, światowych marek, oferując produkty śmiało z nimi konkurujące zarówno pod względem jakości, ceny i oferowanej gwarancji. To firma Extrawheel z Podhala. Zdziwienie było tym większe, że krajowy producent w ofercie posiada również wyprawowe przyczepki rowerowe na jednym kole z powodzeniem poruszające się w najtrudniejszym terenie i będące również swoistym zapasowym kołem do roweru. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że na wiosnę zgłosimy się do Extrawheel z propozycją przetestowania tego, opatentowanego wynalazku, o czym będziemy z przyjemnością informować w kolejnym artykule po przeprowadzonych testach polskiego, terenowego koła.

Oceń ten wpis
Średnia ocena: 5,00, na podstawie 2 opinii.
Loading...
Udostępnij i polub!
Udostępnij!